czwartek, 8 grudnia 2016

Dopasowanie przede wszystkim cz.2

W drugiej części wpisu traktującego o dopasowaniu na warsztat trafiają koszule. Jak powinna leżeć dobrze dopasowana koszula? Jakich przeróbek można dokonać? Dlaczego koszula to nie zbroja, nie powinna być idealnie gładka? Odpowiedzi znajdziecie w dzisiejszym wpisie, zapraszam do lektury.

Jak powinna leżeć dobrze dopasowana koszula? Tak samo jak marynarka? Może jak kombinezon płetwonurka, przylegać gładko, bez żadnej fałdy? A może wręcz przeciwnie - mieć workowaty krój, który skryje wszystkie mankamenty sylwetki? Jak zwykle w świecie mody, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wiele zależy od naszych osobistych preferencji, niemniej, można wskazać pewien wzór dopasowania, do którego powinniśmy dążyć, nie rezygnując przy okazji z naszych upodobań.


Oczywiście wzór na moją sylwetkę to coś z pogranicza extraslim fit, ale nie każdy musi być takim chudzielcem. Niemniej pamiętajcie, że tego typu teksty, zawsze mają nieco subiektywnych, odautorskich, naleciałości. Jednak pracując na co dzień przy zbieraniu miary na koszule, spotykam się z różnymi sylwetkami i mam nieco doświadczenia z różnymi figurami, więc postaram się zadbać o możliwie szerokie podejście do tematu.

Kilka mitów mit obalić od razu. Podobnie jak w przypadku marynarek, dodatkowy materiał nie pomoże zamaskować wad sylwetki, tylko je podkreśli. Z drugiej strony, nie da się z normalnej, 100% bawełny, uszyć koszuli idealnie gładkiej. Naturalny materiał zawsze będzie potrzebował drobnych nadmiarów tkaniny, by koszulę dało się normalnie nosić. To nie zbroja, nie musi leżeć idealnie gładko. Sensowny zapas materiału pozwoli czuć się wygodnie i swobodnie poruszać. Szukajmy zatem dopasowania dostosowanego do naszego ciała i potrzeb, nie przesadzając w żadną ze stron. Idealnym rozwiązaniem jest szycie na miarę, ale pomóc mogą również proste przeróbki krawieckie. Dość powiedzieć, że w tej chwili praktycznie 90% posiadanych przeze mnie koszul ma za sobą ingerencję krawcowej, a pozostałe 10% powinno się w końcu jej doczekać ;)

Ogólnie możemy podzielić użytkowników koszul na dwie kategorie: comfort i slim - posługując się angielską nomenklaturą. Są też oczywiście niezdecydowani, którzy koszul nie noszą, ale oni prędzej czy później trafiają do jednej lub drugiej grupy, gdy przychodzi okazja, przy której koszulę założyć wypada.
Comfort to Ci, którzy wolą swobodę kosztem dopasowania. Nie przeszkadzają im nieco większe zapasy materiału, czy fałdy, byleby koszula była wygodna i dało się w niej swobodnie poruszać, siadać i pracować przez dłuższy czas.
Slim to zwolennicy ultradopasowania. Najmniejsza fałdka jest nie do zaakceptowania, a koszula ma leżeć gładko jak lustro. Wszystkie wymiary muszą być odpowiednio zwężone, na granicy komfortu. Poświęcają się, nosząc rzeczy niewygodne i ciasne, ale wyglądające świetnie, szczególnie stojąc przed lustrem.
Ja należałem raczej do tej drugiej grupy i byłem gotowy poświęcić własną wygodę, na rzecz wyglądu. Koszula mogła być opięta, a spędzenie w niej całego dnia po prostu niezbyt przyjemne, byleby wyglądała dobrze. Z biegiem czasu i każdą kolejną koszulą, mój zapał malał i teraz zmierzam powoli w stronę złotego środka (choć dalej mam ciągoty do mocnego dopasowania).
Oczywiście jak to zwykle bywa, ideał leży gdzieś pośrodku, czyli w dopasowaniu takim, by pozostawało wygodne, ale jednocześnie sprawiało odpowiednio dobre wrażenie. Skoro teorię mamy za sobą, pora na kilka bardziej praktycznych rad.

Kołnierzyk - zacznijmy od góry. Kołnierz powinien odpowiednio przylegać do szyi. Jeśli wolimy ciaśniejsze kołnierzyki, powinno zostać miejsce na jeden palec, jeśli szersze na dwa (odpowiednio 1-2cm zapasu). Zwrócić uwagę należy również, by kołnierz nie odstawał z tyłu, najczęściej świadczy to o tym, że jest wszyty pod złym kątem i należy go obniżyć przodem. Jeśli z kolei tył wchodzi za wysoko na linię włosów, wtedy mamy do czynienia z za wysoką stójką i należy poszukać modelu z niższą. Ogólna zasada jest taka, że na wysokie stójki mogą sobie pozwolić posiadacze długich szyj i odwrotnie, krótka szyja = niska stójka. Wyłogi dobieramy w zależności od upodobań, ale do pociągłych twarzy pasują lepiej te szerzej rozstawione, a do twarzy krągłych/kanciastych, te o wyłogach skierowanych bardziej pionowo. Przy odrobinie wprawy, da się jednak to obejść, nie musimy rezygnować z ulubionych rodzajów kołnierzyka, a zastanowić się nad zmianą proporcji i położenia wyłogów. Dłuższe wyłogi nie powinny również odstawać od ciała, a się na nim opierać.

Ramiona - zbyt ciasne ramiona, spowodują gwiaździste marszczenie przy drugim guziku od góry. Za szerokie - nadmiar materiału opadnie nam w rękawie oraz na klatce piersiowej, tworząc nieestetyczne fałdy. Optymalnie, miejsce szwu ramiennego wyznacza naturalna linia zakończenia ramion. Czasami niestety jest t zaburzone przez np. wystające kości, czy mięśnie, w takim wypadku, należy tak dobrać szerokość tak, by tworzyło się jak najmniej fałd (pomijając naturalne zakończenie kuli ramienia). Z dwojga złego lepiej mieć nieco za szerokie ramiona (można próbować zwęzić). Ja osobiście przyzwyczaiłem się z kolei do nieco za ciasnych, uważam, że w moim przypadku dają lepszy efekt. Szew ramienny powinien przebiegać tak, by nie odchylać się o więcej niż 10 stopni do pionu w żadną ze stron.

Druga, trudniejsza kwestia, to pozycja ramion. Mogą one albo opadać w dół (od szyi w stronę ręki), albo być proste, czyli utrzymywać się na tym samym poziomie od nasady szyi do kuli ramienia - patrz zdjęcie.

Oczywiście, gdyby natura obdarzyła nas symetrycznymi sylwetkami, byłoby prościej ;) Jak jednak widzicie, w moim przypadku prawe ramię opada mocniej od lewego. Z kolei lewe, ze względu na mocno wystającą kość obojczykową, mimo iż opada, zachowuje się nieco jak ramię proste - materiał napina się mniej więcej w dwóch trzecich długości. Po prostu trudny ze mnie przypadek.

By za bardzo nie komplikować - zerknijcie w lustro, by sprawdzić, czy macie ramiona proste, czy opadające. Następnie musicie poszukać marki, która trafia akurat w Wasz kształt swoją konstrukcją. Będzie to wymagało na pewno kilku/nastu prób, ale kiedy w końcu uda się trafić, koszule będą dużo lepiej leżały w górnej części. Większość polskich marek szyje na proste ramiona, z kolei duża część zagranicznych szyje na ramiona opadające, więc warto tym kluczem kierować się w poszukiwaniach.

Kark/plecy - na karku, podobnie jak w marynarce, może się tworzyć tzw. "fałda poznańska", czyli poprzeczny nadmiar materiału wielkości do 1cm. Można ją zlikwidować poprzez delikatne opuszczenie kołnierza - typowa dla umięśnionych sylwetek z zaokrąglonymi plecami. 

Na plecach, na wysokości łopatek, tuż przy wszyciu rękawa, powinny znajdować się delikatne, pionowe nabiegi materiału. Pozwolą Wam one swobodnie poruszać rękoma do przodu, zatem przydadzą się np. podczas siedzenia przy komputerze, czy prowadzenia samochodu. Nadmiar materiału na plecach będą sygnalizowały pionowe fałdy między łopatkami lub poziome na lędźwiach. Te pierwsze można usunąć poprzez wydłużenie zaszewek (lub ich dodanie, jeśli nie są wszyte), te drugie najlepiej byłoby usuwać skracając plecy, ale lekkie pogłębienie zaszewek też może nieco pomóc. Osobiście, na plecach wolę mieć nieco więcej luzu, by móc się swobodnie poruszać - to fragment koszuli najczęściej zakryty marynarką, więc nadmiary aż tak nie rażą.

Klatka piersiowa - obok ramion, najbardziej kluczowy element. Jeśli w tym wymiarze koszula leży dobrze, to już połowa sukcesu. Przede wszystkim uważajcie, by klatka nie była zbyt opięta! To częsty widok u osób, którym zależy na bardzo mocnym dopasowaniu. Przy za ciasnej klatce, plisa (czyli miejsce gdzie znajdują się guziki) będzie się rozchylać, pozwalając nam zajrzeć "do wnętrza noszącego". Pojawią się również marszczenia od guzików w stronę pachy. Jeśli nie zależy Wam na efekcie "jak po młodszym bracie", wybierajcie koszule mające około 6cm luzu w klatce. Jak to sprawdzić? Wystarczy po prostu delikatnie napiąć materiał w okolicach 3 guzika od góry i zobaczyć ile zostało zapasu. Test na oko wystarczy, ale jeśli wolicie twarde dane, to obwód koszuli w klatce powinien być większy od Waszego ciała o ok. 10 cm. Ja, mając około 92cm, koszulę ze zdjęcia poniżej mam na 101cm. Jak widzicie, jest już na granicy ciasnoty i szyjąc następną, na pewno dodam jeszcze jeden centymetr na froncie.

Z kolei za duża klatka, będzie się charakteryzowała tym, że materiał będzie luźno zwisał poniżej piersi oraz w okolicach pachy. Przy szwie ramiennym pojawią się pionowe fałdy materiału. Najłatwiej zlikwidować te nadmiary poprzez taliowanie bokami oraz wdanie nadmiarowego materiału pod szew rękawa. Ten drugi zabieg powierzył bym jednak tylko doświadczonemu krawcowi.

Talia - zasady tożsame jak w przypadku klatki piersiowej i pleców. Pionowe fałdy materiału świadczą o nadmiarze, poprzeczne pręgi o tym, że jest za ciasno. Dobrze dopasowana talia ma około 6-8 cm luzu w stosunku do wymiaru z ciała. Pamiętajcie, że ten wymiar najłatwiej dopasować. Taliowanie koszuli bokami jest stosunkowe proste i tanie. Większość moich koszul przechodzi właśnie taką poprawkę. Zebrać można materiał od samego dołu aż do pachy, a nawet dalej, wzdłuż rękawa (to opiszę w kolejnych akapitach).

Nie ma się co bać delikatnie luźniejszej koszuli ani w talii, ani w klatce. Jak pisałem na początku, to kwestia gustu. Na pewno jest wtedy bardziej komfortowo, a w razie czego, wymiary da się zmniejszyć. Jeśli wybierzemy za mały rozmiar, powiększenie jest już najczęściej niemożliwe. Jeśli preferujecie właśnie styl "comfort", do podawanych przeze mnie wartości dodajcie 2cm (lub wybierzcie większą podaną wartość). Uzyskacie bardziej swobodne i luźniejsze dopasowanie.

Biodra - nie mogą być za ciasne! Koszula jest wtedy bardzo niewygodna, a na dodatek będzie się brzydko marszczyć, niezależnie czy zostanie włożona w spodnie, czy nie. Z drugiej strony, przy za szerokich biodrach uzyskamy efekt sukienki oraz duże fałdy tworzące się po wkasaniu koszuli. Optymalny wymiar to ok. 6cm luzu do tego z ciała. Ja na zdjęciu powyżej mam około 5cm i zapewne uszczknąłbym jeszcze jeden, ale mam dość wąskie biodra, więc mogę sobie pozwolić na tak mocne dopasowanie. Zdecydowanie polecam i w tym wypadku zachować zdrowy rozsądek i pozostawić sobie nieco więcej miejsca. Szczególnie, że jako Słowianie, mamy genetyczne tendencje do posiadania szerokich bioder, więc musimy uważać ze zwężaniem.
Przy okazji, kwestia długości koszuli. Mam prostą zasadę, koszula do noszenia w spodniach, wizytowa, powinna zakrywać pośladki. Ta do noszenia na wierzchu, może być około 6cm krótsza. Mając ponad 1,80cm wzrostu, staram się nie kupować koszul krótszych niż 80cm (mierzone od wszycia kołnierza, na plecach). Od tej reguły są oczywiście wyjątki, ktoś może mieć długi tułów, a ktoś inny mocno wklęsłe plecy i takie detale należy wziąć pod uwagę. Niemniej, koszula powinna być na tyle długa, byśmy mogli się swobodnie schylić, a ona nie powinna wysunąć się ze spodni. 

Rękawy - osobiście preferuję wąskie (w sumie jak wszystkie wymiary), ale Wam polecam zacząć od delikatnie szerszych. Są o wiele wygodniejsze, szczególnie jeśli w koszuli spędzamy więcej niż 1-2 godziny. Na szerokość rękawów wpływ ma głębokość pachy (czyli to jak szeroki jest otwór na rękaw), obwód w bicepsie i obwód w przedramieniu oraz mankiety. W koszulach miarowych najczęściej spotkacie wysoko wszytą pachę (patrz zdjęcia wyżej), która nie tylko wysmukla koszulę, ale również zwiększa zakres ruchów, ponieważ materiał mniej się ciągnie, gdy np. podnosimy rękę do góry. Wyżej wszyta pacha wiąże się jednak z nieco mniejszym komfortem. Jak zwykle, coś za coś. 
Obwód rękawa powinien mieć w bicepsie od 6 do 8cm zapasu (8 cm to już dość luźno, dobre dla atletycznych, umięśnionych osób, do obwodu Waszego ramienia. Pamiętajcie, że rękawy zawsze są krojone na kształt trapezu, a więc zwężają się ku dołowi, więc obwód w przedramieniu będzie oczywiście sporo mniejszy niż w bicepsie. 
Zdecydowanie lepiej wybrać rękawy za szerokie, można je zwęzić wewnętrznym szwem w dość prosty sposób. Całkowity koszt zwężania bokiem (talia + rękaw), to od 20 do 40 złotych. Nie jest to dużo, a potrafi zamienić niejeden worek w zgrabnie leżącą koszulę. Mankiety skalujemy w zależności od szerokości nadgarstka, bezpieczny zapas to ok. 6-6,5cm. Wybierając mankiet na spinkę, dodajmy jeszcze +0,5cm, ma on bowiem inny przekrój i mimo większego obwodu, możecie czuć, że jest ciaśniejszy niż zwykły na guzik. 

Powyższe rady to podstawy, zarówno dla szycia miarowego, jak i poszukiwania swojego idealnego wymiaru. Zmiennych jest oczywiście więcej i by uzyskać dobre dopasowanie, trzeba wielu prób i zapewne wielu porażek po drodze. Zachęcam Was jednak do świadomych poszukiwań. Odnalezienie swojej rozmiarówki to wyjątkowo wygodna rzecz, potem możemy już spokojnie uzupełniać garderobę. Nie bójcie się również przeróbek krawieckich. Najczęściej prostymi środkami i niewielkim kosztem można uzyskać o wiele lepsze dopasowanie. No i na koniec, złota rada: koszula to nie zbroja, nie musi leżeć idealnie gładko! 

Mam nadzieję, że poradnik okaże się przydatny. Postaram się uzupełnić go o większą ilość zdjęć w przyszłości, by dokładnie zilustrować Wam wymiary, o których pisałem. Gdybyście mieli jakieś pytania lub chcielibyście, bym coś doprecyzował, zachęcam do odwiedzenia sekcji komentarzy. Do następnego razu! 
Meander

PS Dziś blog świętuje swoje pierwsze urodziny. Z tej okazji bardzo chętnie poznam Wasze opinie na jego temat. Czy coś byście dodali/zmienili? A może czegoś jest zbyt wiele? Jak oceniacie częstotliwość i jakość wpisów? Będę bardzo wdzięczny za Wasze komentarze :)

2 komentarze:

  1. Myślę, że ten artykuł powinno przeczytać wielu krawców, szczególnie tych troszkę 'starszej daty' :)

    Pozdrawiam i miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można użyć go jako ściągawki podczas negocjacji z krawcem ;)

      Usuń