niedziela, 15 maja 2016

Zestaw #7 - Nieformalny garnitur.


Materiałami z tej sesji dzielę się z Wami poprzez media społecznościowe już od jakiegoś czasu. Pora w końcu pokazać efekty w całości. Głównym bohaterem będzie lniano-bawełniany garnitur z nakładanymi kieszeniami, czyli tytułowy "nieformalny garnitur". Czy w ogóle może istnieć coś takiego? Czy nie są to dwie zupełnie sprzeczne konwencje? Przekonajcie się sami w dzisiejszym wpisie.

Przejdźmy od razu do rzeczy, czyli próby pogodzenia formalności z nieformalnością. Garnitur kojarzy nam się z ubiorem na specjalne okazje lub do pracy. Budzi więc skojarzenia albo ze strojem odświętnym, albo sztywnym pracowniczym uniformem. Co ciekawe, jego geneza jest zupełnie inna. W czasach, gdy królował surdut, żakiet i frak, to właśnie garnitur był tym "luźniejszym strojem", zakładanym na codzienne okazje, w znajomym towarzystwie. Przez lata, jego rola zmieniła się o 180 stopni i obecnie prawie zupełnie wyparł swych eleganckich poprzedników. Czy to oznacza jednak, że nie może już być choć trochę nieformalny? Według mnie zdecydowanie może, sami zobaczcie:


Oczywiście to nie tak, że każdy garnitur możemy potraktować jak nieformalny. Musi on mieć pewne cechy, które mu tą nieformalność nadadzą. Ważne jest również otoczenie z jakim go zestawimy, ale o tym za chwilę. Teraz zajmijmy się samym garniakiem. Przede wszystkim tkanina. Odpada większość czesankowych wełen, są zbyt gładkie i mają naturalny połysk. Co innego wełna z domieszką lub taka o wyraźniejszym splocie np. hopsack, fresco czy zealander (więcej o rodzajach splotów przeczytacie u Szarmanta: tutaj i tutaj). To świetne materiały, ale prawdziwa nieformalność zaczyna się dopiero, gdy w grę wchodzi len. Ten niezwykle gniotliwy, mnący się niemiłosiernie materiał, potrafi swoim dodatkiem odmienić zupełnie wygląd tkaniny. Ja mam na sobie garnitur z mieszanki bawełny z lnem właśnie. Gniecie się, co widać na zdjęciach, ale według mnie w tym tkwi cały jego urok. A przy okazji luz, o który przecież nam chodzi.





Oprócz materiału, ważną rolę odgrywają detale, głównie marynarki, ale i przy spodniach coś się znajdzie. By się zanadto nie rozwlekać - krój, kieszenie, klapy, mankiety i zaszewki. A teraz po kolei. Krój marynarki może być nieco krótszy niż w przypadku klasycznego garnituru (byle bez przesady, moja jest dość krótka, jeśli wręcz nie za bardzo), a spodnie mogą być nieco węższe i krótsze. Kieszenie koniecznie nakładane, nawiązujące stylem do nieformalnych blezerów (kieszonka piersiowa może być cięta lub nakładana, to już kwestia gustu). Klapy pasowałyby otwarte i nie za szerokie, ale właściwie, szeroki peak lapel również się sprawdza, po prostu jest nieco trudniej. Jednak koledzy z forum But w Butonierce, co i rusz udowadniają, że się da - zajrzyjcie do najnowszych stron tematu "co mam dziś na sobie" ;)


W wypadku spodni, elementy obniżające formalność to mankiety (lub manszety, bo i taką pisownię możecie spotkać), czyli wywinięcie materiału u dołu nogawki oraz zaszewki na froncie spodni. Dlaczego? Zgodnie ze starą zasadą "less is more", im mniej udziwnień, tym więcej powagi, ergo formalności.


Pora wreszcie wyjść poza ramy garnituru i przejść do pozostałych elementów, bo i one mają wpływ na odbiór całości. Koszula z royal oxfordu ma nie tylko wyraźną fakturę, ale również kołnierzyk button-down, więc stanowi doskonałe uzupełnienie dla takiego zestawu. Dostałem ją niedawno, w ramach testów nowej kolekcji James Button i muszę stwierdzić, że nosi się bardzo przyjemnie. Nieco trudniej było mi ją wyprasować, ale zobaczymy jak sprawdzi się po jeszcze kilku praniach. Niemniej, to ostatnio jeden z częściej zakładanych przeze mnie egzemplarzy, niezwykle uniwersalna rzecz.


A na koniec przechodzimy do tego, co tygrysy lubią najbardziej, czyli dodatków. Krawat, poszetka, skarpety i buty. Zacznijmy od tych ostatnich, bo niewiele da się tutaj napisać. To wciąż te same podwójne monki, które widywaliście tu wcześniej i o które czasem pytacie w wiadomościach. Mimo sieciówkowego rodowodu, trzymają się wcale nieźle, ale już zaczynam się rozglądać za alternatywą, bo czas im raczej nie służy. Niestety, w parze z niską ceną, idzie również niższa jakość.


Za to krawat i poszetka to już gracze z wyższej ligi. Pierwszy pochodzi z letniej kolekcji Macaroni Tomato Warszawa, a druga to drukowany jedwab od Szarmanta. Krawat zdobył mnie absolutnie fantastycznym kolorem, zaś poszetkę z nadrukiem obiecywałem sobie już od dawna. Sami rozumiecie, pasja ;) Dopełnienie stanowią żółte skarpety, które dodatkowo odciążają optycznie dół zestawu swoim jaskrawym kolorem.

Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić Wam garnitur, w nieco innej formie niż zwykle. Ja lubię zakładać go po prostu, na co dzień, gdy jest ciepło. Cieszyć się przewiewną tkaniną i marynarką bez podszewki, a mimo to dalej wyglądać dość elegancko. Wcale nie jest do tego potrzebna specjalna okazja. Koniecznie spróbujcie sami!
Meander


Garnitur: Mango
Koszula: James Button
Krawat: Macaroni Tomato
Poszetka: Szarmant
Buty i skarpety: H&M

Zdjęcia: Piotr Prusik

4 komentarze:

  1. super blog, z porad napewno skorzystam :) Ja garnitury kupuje w Grand Moda Męska a Wy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny zestaw. Mógłbyś podać link do tego garnituru z Mango, albo podać jakąś alternatywę?
    Pozdrawiam, Ł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety garnitur w komplecie jest już nie dostępny, zostały pojedyncze rozmiary marynarek: http://www.mangooutlet.com/PL/p0/mezczyzna/odziez/marynarki/eleganckie--/marynarka/?id=43073600_05&n=1&s=hot_sales
      A jako alternatywa, chyba myślałbym o tym komplecie: http://www.bytom.com.pl/garnitury,garnitur-tomar-242-k-4770-23926-p

      Podobny skład, nieco ciemniejszy krój, trochę bardziej klasyczny krój. Mam marynarkę beżową tego samego typu i całkiem sobie chwalę, więc myślę, że warto :)

      Usuń